Oprogramowanie dla Twojego komputera
Około 2001 roku do sieci wszedł Opiekun. Był to pierwszy program należący do, niezbyt popularnej wtedy jeszcze grupy aplikacji służących do kontroli rodzicielskiej. Jako, że był pierwszym nie powinniśmy się spodziewać po nim zbyt dużej ilości opcji. Prosty, niebiesko biały (w typowych, windowskowskich kolorach) interfejs oraz nieskomplikowana obsługa zapewniły owemu programowi popularność. Nie posiadał on może czarnej listy czy ochrony danych osobowych, ale był wyposażony w bardzo dobry filtr treści oraz blokady niechcianych stron. Dzięki niemu nie dostaniemy się na żadną stronę, na której jest chociaż element przemocy, satanizmu czy pornografii (nie wiem natomiast dlaczego blokuje również część stron zespołów rockowo metalowych ;) ) dzięki czemu możemy (a raczej mogliśmy) być spokojni, że nasze dziecko nie będzie miało dostępu do niepożądanych treści. Niestety już jakiś czas temu projekt Opiekuna został zakończony, a wraz z nim zostały usunięte wszystkie wzmianki na jego temat w sieci zatem już raczej pierwszej wersji Opiekuna nie znajdziemy.
Przez parę lat królował opiekun. Po jego upadku nastała kilkumiesięczna cisza, aby program mógł powstać z martwych w całkiem nowej formie i z rozszerzoną nazwą (Opiekun Dziecka w Internecie). Wraz z nową wersją programu i nową nazwą przyszedł nowy interfejs oraz masa nowych opcji. Wspominany przed sekundą interfejs – mimo iż posiada wiele nowych przycisków i pasków – wciąż pozostaje bardzo prosty w obsłudze więc nawet dorośli, nie posiadający większego doświadczenia z komputerem użytkownicy nie będą mieli problemów z jego korzystania, albowiem program przeprowadza nas niemal za rączkę przez cały proces nałożenia kontroli. Posiada on bardzo dobrą blokadę treści oraz rewolucyjną opcję ustawiania tzw. kontroli czasowych – możemy zatem ustawiać blokadę w danym dniu o danej godzinie (godziny te wyznaczamy za pomocą wygodnego kalendarza) dzięki czemu możemy spokojnie korzystać z Internetu nie wyłączając programu. Dodatkowo ciekawym rozwiązaniem jest tzw. internetowa baza danych w której mieści się na dzień dzisiejszy już ponad pół miliona adresów, które zawierają nieodpowiednie treści lub szkodliwe oprogramowanie i są automatycznie blokowane co daje jeszcze lepszy poziom bezpieczeństwa.
Programami chroniącymi komputery przed wirusową infekcją nazywa się antywirusami. Ich zadaniem jest w róznoraki sposób chronić komputer przed dostaniem się wirusa na dysk twardy i zanim ten rozpocznie swoją destrukcyjną działalność, zapobiec temu. Także jeśli wirus dostanie się na dysk jeszcze przed instalacją antywirusa, jest mozliwe jego usunięcie i w miarę możliwości naprawienie szkód, jakich wyrządził przez swoją działalność. Każdy szanujący się twórca antywirusów musi być z nimi na bierząco, to znaczy większość nowych wirusów powinna być skatalogowana i wprowadzona do bazy danych tak, by inny wirus o podobnej strukturze i sposobie działania nie dostał się na dysk twardy. Ostatnio tworzone antywirusy poza swoimi standardowymi funkcjami mają też wbudowane zapory ogniowe (firewalle), które chronią użytkowników nie tylko przed innymi sposobami zarażania komputerów, ale też przed atakami hakerskimi. Dobre antywirusy powinny działać cały czas, ale też nie powinny dawać odczuć użytkownikowi o swojej działalności – czyli powinny być i dyskretne, i skuteczne w każdym calu. Nie zawsze tak jest. Jednym z dobrych darmowych antywirusów jest avast!
Dlaczego i po co programiści tworzą wirusy komputerowe? To jest bardzo dobre pytanie i wbrew pozorom jego odpowiedź ma niewiele wspólnego z samymi komputerami. Żeby doszukać się motywów, trzeba zagłębić się w psychikę ludzką, a nie we wnętrze obojętnych na to komputerów. Więc o co chodzi? Cóż, zazwyczaj pierwszorzędną rolę w procesie tworzenia wirusa komputerowego odgrywa tutaj ambicja. Bardzo często twórcami wirusów komputerowych są młodociani programiści. Nie mają oni zbyt wielkiego pola do popisu – pisanie programów na zamówienie raczej nie dotyczy rynku freelancerów, dlatego póki nie ukończy się studiów, nie opracuje się kilku naprawdę efektownych rzeczy, programiści skazani są na pisanie programów wyłącznie dla satysfakcji. A satysfakcję można polepszyć widokiem swojego dziecka, które niszczy dziesiątki komputerów i na dodatek pojawia się w wiadomościach serwisów informatycznych. To buduje na duchu, daje pewne napięcie. Tkwi tu także chęć udowodnienia zawodowym programistom tworzącym na zamówienia zapory ogniowe (tzw. firewalle), że ich twory nie są tak idealne, jak sądzili. No czyż nie ma w tym nutki ekscytacji?
Istnieje sporo rodzajów i typów komputerowych wirusów. Istnieją wirusy “normalne”, mające na celu tylko niszczenie danych i autopowielnie samego siebie. Są też takie, które w ukryciu tkwią w komputerze na dysku twardym i uruchamiają się dopiero w określonym terminie. Istnieją także tak zwane robaki – wormy – których celem jest tylko i wyłącznie powielanie samego siebie, co doprowadza komputer do przeciążenia w takim stopniu, że staje się on kompletnie bezużyteczny. Pierwszy worm skonstruowany w czasach, kiedy internet był jeszcze eksperymentem, zaraził dziesięć procent wszystkich komputerów, które były wtedy online. Istnieją także konie trojańskie, które zazwyczaj używane są przez początkowych hakerów, albo zwykłych ludzi, którzy tylko chcą się popisać przed samym sobą i nazywają takim mianem. Programy te są dość specyficznym typem wirusa, ponieważ instalują się jako jakiś nieważny program, łatka, czy upgrade do innego programu. Osadzają się na systemowych plikach, dających dostęp innemu komputerowi. Takie programy zazwyczaj mają prymitywną budowę, ale wciśnięte niewprawionemu użytkownikowi mogą okazać się potężnym narzędziem. Tak czy owak, każdy wirus jest tworzony po to, by zniszczyć komputery.
Jeżeli ktoś chce stworzyć wirusa, ale nie zna się na programowaniu, może skorzystać z generatora. W sieci krąży bardzo dużo programów, za pomocą których każdy może wyprodukować wirusa. Mają w sobie wbudowane gotowe moduły stworzone w asemblerze, dzięki czemu nawet z poziomu przyjaznego dla zielonych użytkowników menu kazdy ma okazję do stworzenia wirusa o różnych parametrach. Można wykreować wirusa zarażającego tylko wybrane komputery. Istnieje także opcja umożliwiająca tworzenie wirusa, który nie wychodzi poza obszar sieci lokalnej. Jeśli wic ktođ bdyie miał ciągoty do stworzenia wirusa zarażającego tylko zamkniętą grupę komputerów, nie ma żadnych przeciwskazań – klika kliknięć myszką i wirus jest gotowy do użycia. Kody generowane przez takie edytory zazwyczaj nie są zbyt skomplikowane, używają bowiem wcześniej wbudowanych szablonów i kiedy uzytkownik wybierze dużo opcji, zazwyczaj od strony kuchni, czyli z poziomu kodu źródłowe, może wyglądać to nieprofesjonalnie i niechlujnie zrobione. Ale działa tak samo jak program napisany własnymi rękami – estetyka kodu źródłowego nie ma zbyt wiele do funkcjonalności samego programu.
Zacząć trzeba od tego czym są cyfry kontrolne – są to wszystkie cyfry potwierdzające (tak jakby) naszą tożsamość. Cyfry kontrolne to między innymi PESEL, NIP, ISBN, oraz numer karty kredytowej, konta w banku itd. Oczywiście nikt bezbłędny nie jest i zawsze przy wpisywaniu danych może te cyfry pomylić. Z pomocą przychodzi wtedy Walidator, który trzyma kontrolę nad owymi cyframi i sprawdza czy są one poprawne. Jego zasada działania opiera się na przeliczaniu kolejnych cyfr przez odpowiednie wagi sprawdzając czy numer jest poprawny. Oczywiście sprawdzanie to mimo, że bardzo dokładne, jest również wykonywane bardzo szybko i w żadnym wypadku nie spowalnia pracy naszego komputera dzięki czemu wszystkie kontrole mogą być wykonywane w tle tym bardziej, że autor w najnowszej wersji programu zapowiada możliwość ustawienia kolejki cyfr do sprawdzenia. Sam program jest bardzo prosty w użytku, a jego śmieszna waga (9 kB) powoduje, że powinien go mieć na komputerze każdy, profesjonalny przedstawiciel handlowy (i nie tylko). Podobnie jak w przypadku Listonosza – nawet jeśli się nie przyda, zawsze warto go mieć w pogotowiu w końcu wypadki chodzą po ludziach.
W obecnych czasach, kiedy to informatyzacja i rozwój maszyn oraz cyfryzacji jest tak daleki coraz więcej czynności możemy wykonywać bez większego zaangażowania czasu i wysiłku. Tak samo jest z prowadzeniem i zarządzeniem konta bankowego. Kiedyś by zlecić przelew czy też po prostu sprawdzić stan konta musieliśmy albo udać się do placówki naszego banku, bądź zadzwonić do jego oddziału, wiązało się to oczywiście z dodatkowymi kosztami (czy to czasu czy też płatności za połączenie telefoniczne). Obecnie, dzięki postępowi i rozwojowi sieci, możemy konto bankowe prowadzić w internecie i to w pełni bezpieczny i wygodny sposób. Dzięki skomplikowanym algorytmom szyfrującym połączenia między nami a bankiem możemy być pewni, iż nikt nie „podsłucha” lub nie wyciągnie od nas danych logowania albo haseł. Dzięki temu możemy być pewni, iż nikt nie wyciągnie z naszego konta żadnych pieniędzy. Na szczęście coraz więcej osób korzysta z tego rodzaju usług, banki otwierają swoim klientom coraz więcej kont internetowych.
Konwersja to w dzisiejszych czasach rzecz bardzo popularna i stosunkowo często używana. Dzięki możliwości konwertowania plików możemy swobodnie (no, prawie swobodnie) przemieszczać nasze pliki audio i video pomiędzy różnymi formatami. W tym celu używa się wielu programów z czego każdy oferuje inny zakres konwersji oraz inny jej rodzaj. Ogólnie rzecz biorąc konwersja dzieli się na dwie główne kategorie: konwersję stratną i bezstratną. Jak sama nazwa (same nazwy) wskazuje (wskazują) w przypadku konwersji bezstratnej utworzony (przekonwertowany) plik jest dokładnie takiej samej jakości (w niektórych przypadkach możemy otrzymać jednak plik o lepszej jakości) jak plik źródłowy (czyli ten, na którym dokonujemy konwersji). W przypadku tej drugiej konwersji, konwersji stratnej program wraz z konwertowaniem pliku pogarsza nieco jego jakość. Przeważnie dotyczy to lekkiego pogorszenia dźwięku lub/i obrazu, a także zmniejszenia pojemności pliku, sami zatem widzicie, że działa to na zasadzie „coś za coś”. Jak już wspominałem do konwersji plików jest wiele programów – część z nich jest programami „od wszystkiego” część jednak specjalizuje się w konwersji do danego formatu (i takie programy są najczęściej najlepsze). Zapraszam zatem na krótką wycieczkę po programach wykorzystywanych przy konwersji audio/video.